Korrida, czyli tak zwane walki byków, są przykładem wykorzystywania zwierząt w rozrywce.

Należy podkreślić, iż jest to wykorzystywanie okrutne, niosące za sobą cierpienie i powolną śmierć zwierząt ku uciesze skupionej na widowisku publiczności. Polski ustawodawca w art. 16 ustawy o ochronie zwierząt wprost zabrania takich praktyk: „Zabrania się wykorzystywania zwierząt w widowiskach i sportach noszących znamiona okrucieństwa, w szczególności zabrania się organizowania walk z udziałem byków, psów, kogutów”. W naszej tradycji sport ten nie odgrywa zbyt wielkiej roli (choć były próby wprowadzenia korridy z udziałem żubrów), jednakże pragnę przybliżyć to zjawisko, by pokazać, dlaczego ustawodawstwo powinno zdecydować się na zakaz korridy.

Niesłuszna jest już sama nazwa tej dyscypliny – walki byków, gdyż to nie byki walczą ze sobą, ani nawet nie byki walczą z człowiekiem – one jedynie bronią się przed naszym okrucieństwem. Prowokowane i ranione przez toreadorów próbują reagować na zadawany im ból. Często w gazetach czy telewizji wskazuje się nam na agresywne zachowania byków podczas korridy, podczas gdy nie wspomina się o jego udomowionym charakterze i pokojowym temperamencie roślinożercy. Nie jest więc on spragniony ludzkiej krwi, czego symbolem ma być czerwona płachta trzymana przez toreadora. Warto tutaj wspomnieć, iż byki widzą monochromatycznie i kolor mulety nie ma żadnego znaczenia dla zwierzęcia.

Tragedia zwierząt nie rozpoczyna się w chwili ich wejścia na arenę, lecz już podczas transportu. Doświadczają wtedy tych samych odczuć co pozostałe bydło idące na rzeź: utrata wagi, zmęczenie, głód, tężenie ciała wywołane udarami cieplnymi, urazami, postem, unieruchomieniem i wstrząsami w trakcie podróży. Wiele z nich dociera na miejsce dopiero w przeddzień walki, co nie pozwala im na regenerację sił. W tym czasie niepokoją je także wąskie zagrody, okrzyki oraz upał panujące w mieście. Wszystkie te zabiegi mają na celu osłabienie pozycji byka podczas walki. Stosowane są od dawna, gdyż już nawet romantycy twierdzili, że nacierało się je kwasem azotowym w celu wywołania wściekłości. Innymi metodami są aplikacje środków na przeczyszczanie, obijanie kręgosłupa workami z piaskiem czy podawanie im narkotyków. Nie należy także pomijać kwestii toros afeitados, czyli byków z przyciętymi rogami. Genezę tej praktyce dali handlarze, którzy przycinali rogi swoim krowom, by te wydawały się młodsze i ładniej się prezentowały. Cała procedura przebiega w następujący sposób: byka umieszcza się w skrzyni, podnosi się jego głowę za pomocą liny, a jego rogi zostają skrępowane. Zwierzę pozostawia się w takiej pozycji niejednokrotnie ponad godzinę; w tym czasie próbuje się gwałtownie oswobodzić, narażając przy tym na urazy kręgów szyjnych, zwichnięcia kręgosłupa, naderwanie mięśni. Następnie kurczy się, ryczy, dyszy, gdy jego rogi są powoli przycinane, tępione za pomocą piły, polerowane materiałem ściernym na długości 3-4 centymetrów u młodych byków, przycinanych uprzednio w hodowli, i aż do 10 centymetrów w przypadku czteroletnich zwierząt. Ból jest intensywny, ponieważ narzędzia szybko dosięgają ukrwionej i unerwionej części rogu. Zwierzę staje się osłabione, wycieńczone, wpada w stan szoku pourazowego. Tym samym byk w trakcie walki stara się nie używać rogów, ma problem z oszacowaniem odległości, uderza za późno lub trafia w pustkę.

Byki, jak już wcześniej zostało napisane, są zwierzętami roślinożernymi, żyją w stadzie, gdyż dostarcza im to poczucia bezpieczeństwa. Nietrudno sobie wyobrazić, jak stresującym jest dla nich moment wejścia w toril – ciemny korytarz – gdzie zostają odizolowane jedne od drugich i oczekują na walkę. Słyszą okrzyki publiczności, czują zapach krwi. Instynktownie wyrywają się w kierunku światła, czyli areny. Po otwarciu drzwi szybko na nią wybiegają i albo się od razu zatrzymują, albo kontynuują jeszcze chwilę bieg. Wszystkie uświadamiają sobie obecność publiczności, krzyki, hałas, brak towarzyszy oraz miejsca, gdzie mogłyby się schronić. Są przerażone brakiem towarzyszy, a także miejsca ucieczki. Próbują powrócić do korytarzy, a następnie, gdy widzą, że są otoczone tłumem gapiów wybierają pole, na które się wycofują – najczęściej jest to środek areny. Mogą to być także drzwi prowadzące na korytarz, czy miejsce agonii poprzedników, co sprawia, że czują się bliżej towarzyszy. Kiedy ruszają, aby odegnać niebezpieczeństwo, powracają, automatycznie szarżując, jeśli na drodze ucieczki do tego miejsca pojawi się przeszkoda.

Korrida zaczyna się od tercji pik (suerte de veras). Jej początek następuje po sygnale trąbki odgrywanym na polecenie prezydenta technicznego. Byk wypada na arenę, szukając wyjścia. Po chwili orientuje się, że znajduje się w pułapce i musi podjąć walkę. Czasami także szuka schronienia w zacienionej części areny, blisko bandery takie byki określa się mianem sombressos. Zadaniem peonów wyskakujących zza burladeros jest wykonywanie kilku podstawowych pases kapami, by sprowokować byka do biegania po prostej wzdłuż band, podczas gdy matador uważnie ocenia długość i prędkość jego szarży, sposób poruszania czy „oko wiodące” (róg wiodący i noga, z której rozpoczyna szarżę).

Po kilku minutach tercji pik zostaje wywieszona biała chustka, nakazująca rozpoczęcie pierwszej tercji. Następuje wjazd pikadorów i wejście ich pieszych pomocników (monosabios). Mają niewdzięczne zadanie – muszą uspokoić byka, uzmysłowić, że z areny nie ma ucieczki, czyli wbicie pik. Powoduje to obniżenie i odpowiednie ustawienie łba, by byk atakował po prostej bez gwałtownych ruchów na boki.

Prezydent techniczny daje znak białą chusteczką, rozlega się dźwięk trąbek i rozpoczyna druga część korridy, czyli tercja banderilli. Zadaniem dwóch peonów (trzej torreadorzy z ekipy matadora, dwóch z nich to właśnie banderilleros) jest wbicie trzech par banderilli w otłuszczony garb na grzbiecie byka. Celem jest zmobilizowanie go do decydującej części walki i spowodowanie, by rozluźnił mięśnie grzbietu oraz pochylił łeb, co umożliwi matadorowi decydujące pchnięcie szpadą. Wbijanie pik bez konieczności natychmiastowego zmuszania byka do ataku na muletę pozwala również, by zwierzę odzyskało siły przed trzecią tercją i uspokoiło się po wyczerpującej szarży na konnego pikadora. Czasem w tej fazie walki uczestniczy matador, wtedy sam decyduje o liczbie wbitych harpunów. W przeciwnym wypadku członkowie jego ekipy mają prawo do wbicia trzech par.

Banderille są to sześćdziesięcio – albo siedemdziesięcocentymetrowe drewniane drążki często zdobione kolorowym papierem i wstążkami, na końcu których osadzone są stalowe harpuny zakończone czterocentymetrowym zadziorem. Banderilleros nie posiadają szpad ani mulet. Wyczekują odpowiedniego momentu, a wtedy biegną szybko łukiem, mijając łeb zwierzęcia, wyginają ciało, by uniknąć rogów i wbijają harpuny blisko siebie w grzbiet zwierzęcia.

W tercio de muleta na arenę wychodzą matadorzy z czerwonymi kapami w ręku i lekkimi atrapami szpad. Ta część walki nazywana jest także tercio de muerte, czyli tercją śmierci. Poprzednie tercje były przygotowaniem do ostatecznego pojedynku na śmierć i życie. Pozwoliły przyjrzeć się matadorowi zwierzęciu, obserwować reakcję zwierzęcia, jego szybkość, zwinność. W tej fazie pozostaje on sam na sam ze zwierzęciem. Kiedy matador zdecyduje, że byk uznał jego dominację, podchodzi pod palco prezydencji i prosi o pozwolenie na ostateczną rozgrywkę. Kiedy dedykuje byka prezydentowi, zdejmuje z głowy monterę i podaje mu ją. Często jednakże dedykacje są kierowane w stronę innych osób: rodziny, przyjaciół, fanów zebranych na trybunach.

Tercja ta powinna trwać około dziesięciu minut. Po tym czasie sędzia udziela matadorowi pierwszego upomnienia, które ogłasza się dźwiękiem trąbki. Jeśli matadorowi nie uda się zabić byka przez następne trzy minuty, otrzymuje drugie ostrzeżenie, a dwie minuty później oznajmia się koniec walki.

Estokadę, czyli pchnięcie szpadą, stosuje się, gdy byk jest wystarczająco słaby, by nie był niebezpieczny, ale nie na tyle, żeby groziło to jego wcześniejszym upadkiem. Od końca XIX wieku może otrzymać cios także wtedy, gdy jest nieruchomy, a toreador rzuca się na niego, by podkreślić swoją dominację. Byk nie otrzymuje nigdy ciosu szpadą w pierś, bo dotarłaby ona od razu do klatki piersiowej jak rzeźnicki nóż (unika się jakichkolwiek skojarzeń między korridą a ubojem). Rzadko zwierzę przeszywa się horyzontalnie nad łopatką albo tuż przed pierwszym żebrem, choć cios mógłby być wówczas śmiertelny. Celem toreadora nie jest szybki, lecz wyreżyserowany ubój. Ponadto zwierzęta często są zmuszane do kontynuowania korridy ze szpadami wbitymi w grzbiet i ogromnie cierpią, gdy ostrza przemieszczają się przy każdym ruchu i oddechu. Działają one jak korki, które sprzyjają krwotokom wewnętrznym. Wraz z estokadą i mocnym krwotokiem zwierzę staje się obojętne na otoczenie, niczego już nie czuje i nie widzi, wstrząsają nim drgawki, upada, podnosi i opuszcza łeb w konwulsyjnym oddechu, który jest znakiem śmierci przez uduszenie, gdyż z braku krwi tkanki są niedotlenione i zatrzymują dwutlenek węgla. Jeśli byk kona zbyt wolno otrzymuje (jeśli wciąż stoi lub siedzi) cios czubkiem szpady między łbem i pierwszym kręgiem szyjnym, mającym dosięgnąć rdzenia przedłużonego, albo też, jeśli się położył, zostaje przez pomocnika toreadora uderzony wielkim sztyletem – toreadorowi nie wypada dobijać leżącego przeciwnika.

Jeśli mimo tych wszystkich działań zwierzę przeżyje – nie należy się łudzić. Prowadzone jest za kulisy i tam zadaje mu się śmiertelny cios. Podobnie dzieje się z bykami, które spowodowały śmierć śmiałków stających do walki z nimi. Po uśmierceniu jednego z najbardziej znanych toreadorów na świecie – Manolete, została uśmiercona także matka byka, Islero, który doprowadził do zgonu mężczyzny. W tym przypadku właściciel najbardziej znanej hodowli byków – Miura – nie mógł znieść obecności zwierzęcia, które pozbawiło życia jedną z najbardziej znanych gwiazd korridy.

Jednakże nawet w tym okrutnym świecie pełnym krwi istnieje pewnego rodzaju „akt łaski” dla byka. Jeśli walczący uzna zwierzę za wyjątkowy okaz pełen woli walki, siły oraz charakteru może wystąpić z wnioskiem o ułaskawienie swego przeciwka. Wtedy wraca on do swojej hodowli, by przyczynić się do reprodukcji kolejnych toros bravos.