O Joasi i Dingo ze Stowarzyszenia Obrony Praw Zwierząt „Podaj Łapę” w Łęczycy

Sierpień 2015 r., ciężki czas dla mnie. Powoli, ale nieubłaganie odchodził mój kochany psiak Bingo, dziadeczek, którego przywiozłam z Egiptu. Wiedziałam, że po jego odejściu dam dom jakiemuś innemu nieszczęśnikowi. Bingulek pobiegł za Tęczowy Most 9 sierpnia. Cierpiałam.

Wspierał mnie bardzo mój ośmioletni syn, który w końcu powiedział „mamo, musimy pomóc innemu pieskowi”. Ja miałam dylemat – jak wybrać psiaka skoro tyle jest tych psich bied. I wtedy zwróciłam uwagę na wydarzenie, którego bohaterem był Diego, podopieczny Stowarzyszenia Obrony Praw Zwierząt „Podaj Łapę” z Łęczycy.

Psinek błąkał się na ulicy, został potrącony przez samochód. Trafił pod opiekę Stowarzyszenia. Gdy doszedł do siebie został adoptowany i…. znów wyrzucony na ulicę. I już wiedziałam, że to TEN psiak. Psiak, któremu chciałabym dać miłość.

Adoptowałam go 30 sierpnia 2015 roku. Tego dnia dostał nowe imię DINGO i nowe życie. Bezboleśnie wszedł do naszej rodziny i praktycznie od razu poczuł, że jest u siebie. Dinguś to psi ideał. Mimo wcześniejszych kiepskich doświadczeń jest pogodny, kocha ludzi. Jest po prostu wyjątkowy.

Uwielbiam, jak leżąc blisko mnie mruczy po swojemu. Albo liże mnie, patrząc przy tym na mnie z takim oddaniem i miłością, że aż trudno to opisać. Jak każdy, nawet ideał, ma swoje drobne wady. Wykąpanie go przypomina sport ekstremalny, nie mógłby zostać top modelem, bo nie lubi jak mu się robi zdjęcia, na koty reaguje alergiczną niechęcią i jeśli tylko może bawi się w domorosłego ogrodnika kopiąc potężne doły. Ale to nieistotne drobiazgi, i tak jest cudny i kochany.

Nie jest sztuką zapłacić i wybrać szczeniaczka, najpiękniejszego z pięknych. Sztuką jest pokochać i dać wszystko, co najlepsze zwierzaczkowi skrzywdzonemu przez człowieka. Sztuką jest pokazać mu, że człowiek może być dobry, a jego ręka nie musi sprawiać bólu.

Więcej na temat konkursu dowiesz się tutaj.