Pies ze schroniska, czyli jak wybrać tego jedynego zwierzaka? Każda kobieta chciałaby znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Adriana Wysocka opowiedziała mi o „miłości od pierwszego wejrzenia” i „happy endzie” w jej relacji z porzuconym psem ze schroniska. Przeczytajcie o procesie adopcyjnym oraz zadomowieniu się psa w jej domu i sercu!

Klaudia Ceglarz: Dlaczego Państwa pies jest taki wyjątkowy? Kim jest dla Pani?
Adriana Wysocka: Mój pies to około czteroletnia sunia o imieniu Tequilla w typie amstaffa. Wiem że, dla niektórych brzmi groźnie, ale nie ma nic wspólnego z panującą w mediach opinii o tej rasie. Jest zwariowanym, wesołym i milutkim psiakiem, który wszystkich kocha. Dla mnie jest po prostu moją ukochaną Tequillką, towarzyszką w życiu, członkiem rodziny. Rozbawia mnie, kiedy trzeba pocieszy swoim pełnym współczucia wzrokiem, zmusza do aktywności i uspakaja po ciężkim dniu. A dlaczego wyjątkowa? Bo jest moim psem, uwielbiam ją całą, nawet kiedy psoci co nieco. Nie zamieniłabym ją na żadnego innego psa.

Dlaczego ludzie kupują psy zamiast znajdować swoich czworonożnych przyjaciół w schroniskach lub ośrodkach adopcyjnych? Dlaczego zdecydowała się Pani na przeciwny krok?
Myślę, że głównym powodem może być strach. Ludzie boja się, że dorosły pies ze schroniska, nieraz po przejściach, będzie agresywny, nie zaakceptuje członków rodziny, będzie brudził i niszczył w domu. Często ludzie chcą psa od szczeniaka, bo uważają, że z takim prościej. Łatwiej wychować i ułożyć, chociaż w schronisku młodziaków tez nie brakuje. Nierzadko też ludzie chcą po prostu mieć „ładnego” psa, rasowego, o określonym charakterze. Wtrącę, że psy rasowe też są w schronisku.
Dlaczego ja się zdecydowałam na adopcje? Na początku też zastanawiałam się nad kupnem psa z hodowli, bo niby bezpieczniej. Bałam się, nawet bardzo, szczególnie że ujęła mnie za serce amstaffka, niby groźna rasa. Jednak jak zobaczyłam te biedne psiaczki ze schroniska, niczyje, niekochane, z tęsknotą w oczach, postanowiłam spróbować. I nigdy nie pożałowałam tej decyzji. Dzięki adopcji Tequillki zostałam też wolontariuszem w bielskim schronisku dla bezdomnych zwierząt.

Adopcja to słowo, które większości kojarzy się z długim, skomplikowanym procesem. Ile czasu zajęło Pani sprowadzenie psa do swojego domu?
Sam proces adopcji psa jest naprawdę szybki. W zależności od kogo bierzemy psa, czy od schroniska, czy od fundacji może się ten proces nieznacznie różnić. Czasami są wymagane wizyty przed i po adopcyjne, z czym się w 100% zgadzam. Adopcja mojej Tequillki zabrała bardzo mało czasu. Zadzwoniłam do opiekuna tymczasowego, ten zrobił ze mną wywiad czy na pewno wiem, z jakimi obowiązkami wiąże się posiadanie psa. Pytał o takie szczegóły jak: co zrobię z psem, kiedy wyjadę na wakacje, lub co zrobię w przypadku kiedy pies popsuje coś w domu lub nabrudzi. Potem umówiłam się na wizytę, spojrzałam Tequillce w oczy i wiedziałam, że już jest moja. Spisaliśmy umowę adopcyjną i wzięłam psa do siebie. W ten o to sposób moja sunia jest ze mną już ponad dwa lata i za żadne skarby nie cofnęłabym tej decyzji.

W jaki sposób wybrała Pani tego „jedynego”? Czy otrzymała Pani jakąś pomoc ze strony pracowników schroniska? Czy miała Pani wiedze na ten temat? A może była to „miłość od pierwszego wejrzenia”?
Zdecydowanie była to miłość od pierwszego wejrzenia! Szukałam psa w internecie na „portalach adopcji zwierząt”, średniej wielkości, który będzie mógł mieszkać w domu i którego wymaganiom wychowawczym będę umiała sprostać. Najbardziej chciałam typ amstaffa, mojemu mężowi podobają się tego typu psiaki. Jak zobaczyłam zdjęcia Tequillki, biednej, przestraszonej i wychudzonej od razu ścisnęło mnie za serce. Wiedziałam, że właśnie ją chcę.
Jednak z doświadczenia bycia wolontariuszem wiem, że dobrym sposobem na znalezienia odpowiedniego psa jest też wizyta w schronisku, gdzie wolontariusze z ogromną chęcią pomogą przy wyborze odpowiedniego czworonożnego towarzysza. Oni znają psy, ich zachowania, często też ich historię. Jest to bardzo pomocne w podjęciu decyzji.

Czy ośrodki adopcyjne prowadzą historię życia zwierząt, by ich przyszli właściciele mogli je poznać? Czy zna Pani szczegóły życia Pani psa?
W większości przypadków tak. Ośrodki adopcyjne często prowadzą kartotekę podopiecznych. Czasami jednak pies ze schroniska ma nieznaną przeszłość. Wiele można wyczytać z tego jak zachowuje się w stosunku do opiekunów, wolontariuszy, podczas spacerów oraz w odniesieniu do innych psów. Ja o moim psie wiedziałam tylko tyle, że raz był oddany a drugi raz po prostu porzucony i znaleziony przez pracowników schroniska. Wiedziałam też od tymczasowego opiekuna, że psiak nie jest agresywny do ludzi, co dla mnie było najważniejsze.

Jakie 3 cechy posiada Pani pies, które różnią go od psów z hodowli? Czy zauważa Pani jego wdzięczność, oddanie?

Tequillka jest bardzo oddana i wierna. To właśnie główna cecha psów adoptowanych. Pokazuje miłość i wdzięczność w każdej chwili, i to nie tylko do mnie jako właścicielki, ale nawet dla sąsiadów jest cudowna. Wszyscy ją za to kochają. Jeszcze do niedawna, a jest z nami ponad dwa lata, nawet za jedzenie dziękowała, przychodząc do mnie z rozmerdanym ogonkiem a następnie przytulając się do mnie. Psiaki ze schroniska przeżywają traumę, przebywając w tym miejscu. Jest to dla nich straszny stres. Kiedy trafiają do kochających domów, ich radości nie sposób opisać!

Ratując jednego psa, nie zmienimy świata…ale świat zmieni się dla tego jednego psa” – jaką rodziną starają się Państwo być dla niego?
Bardzo ładnie powiedziane :). Dla naszej Tequillki na pewno świat się zmienił i mam nadzieję, że na dużo lepszy. Staramy się po prostu być rodziną, Tequillka jest jej pełnowartościowym członkiem, z prawem do bycia sobą, bycia kochaną, gdzie może czuć się bezpieczna i gdzie jest chciana.

Czy ośrodki adopcyjne sprawdzają życie zwierząt po przekazaniu do nowych właścicieli?
Niestety nie wszystkie, a powinny. Czasami ludzie nie rozumieją, czym jest prawidłowa opieka nad psem. Nie dbają o niego, przywiązują do łańcucha, biją, głodzą. Urządzają psu kolejne piekło. Tak nie powinno być.

Ile czasu zajęło Państwa psu zadomowienie się w Państwa domu?
Od pierwszych chwil, jakby zawsze u nas mieszkała. Zaufanie do nas a my do niej nabraliśmy po miesiącu. Moja Tequillka na początku bardzo się bała gwałtownych ruchów, kuliła się za każdym razem, ale szybko zapomniała swoje traumy. Każdy pies jest inny, każdy też ma inną historię. Behawioryści twierdzą, że po roku pies zadomawia się na dobre. Dla psa ze schroniska wyrwanie się z niego i znalezienie kochającego domu jest pełnią szczęścia, nie możliwe jest więc „nie zadomowienie się”.

Dziękuję za rozmowę!