O Oli i Lence ze Schroniska dla bezdomnych zwierząt w Sosnowcu

Dlaczego pies ze schroniska? Trochę z przypadku, a trochę świadomie. Od kilku lat jestem wolontariuszką w sosnowieckim schronisku dla bezdomnych zwierząt i na co dzień spotykam się z krzywdą zwierząt. Wielokrotnie tymczasowałam psy po przejściach, jednak ze względu na charakter mojego psa, nie mogłam zdecydować się na adopcję.

Bardzo przeżyłam niespodziewaną śmierć mojego 11-letniego jamnika. Wtedy powstała myśl o świadomym wyborze rasy i zakupie psa rodowodowego o dużych gabarytach i baaardzo kudłatego, gdyż w domu zawsze były małe krótkowłose psiaki. Jednakże los chciał inaczej.

Któregoś dnia po zorganizowanej przeze mnie zbiórce karmy w sklepie, pojechałam odwieźć do schroniska zebrane dary. Zobaczyłam w kojcu psa (wtedy to nie było ważne czy to suka czy pies, czy będzie mały, czy duży, czy urośnie mu sierść, czy zostanie krótka) i przepadłam. Wzięłam go na ręce i powiedziałam (nawet mam filmik!) będziesz mój! Niestety musiałam pojechać do domu – całą noc myślałam o tym psie i następnego dnia z samego rana zjawiłam się w schronisku i adoptowałam 3-miesięczną suczkę 🙂 To było przeznaczenie.

Adopcja trwała zaledwie 2-3 minuty. Podałam pracownikowi obrożę i smycz, po czym przyprowadził mi moją sunię. Wypełniłam dokumenty, przeczytałam umowę, podpisałam, zapłaciłam i pojechałam do domu.

Ja zabrałam tego psiaka ze schroniska, więc ja byłam i nadal jestem dla niej najważniejsza. Po wejściu do domu, od razu znalazła zabawki. Pokazałam jej miskę z wodą oraz legowisko, ale wiedziałam, że z niego będzie korzystać najrzadziej.

Lenkę kocham za to, że zmieniła moje życie o 180 stopni. Dzięki niej poznałam wspaniałych ludzi, z którymi tworzymy zagłębiowską grupę spacerową – spotykamy się nawet kilka razy w tygodniu i idziemy z psiakami na spacer. Czasem jest to nawet 20 psów w rozmiarach od 3 kg do 60 kg 😉 Lenkę kocham za to, że pozwoliła mi rozwinąć skrzydła, dała mi szczęście i mimo tego, że jest mała (6 kg) i ma krótką sierść, to już wiem, że nigdy, żaden pies nie zastąpi mi jej.

Dzięki temu, że ktoś kto już jej nie kochał, przywiązał ją przy schronisku, tak by pracownicy mogli ją odnaleźć – dostałam najwspanialszego psa pod słońcem. Teraz chcemy się odwdzięczyć, pomóc zwierzakom, które są porzucane oraz uświadomić ludzi, że adopcja to jest fajna rzecz! BO ADOPTOWANE SERCE KOCHA MOCNIEJ!

Wraz z Lenką uczestniczymy w akcji edukacyjnej „Ręka w łapę” organizowanej przez SOZ Nadzieja na Dom, jeździmy do przedszkoli, szkół i innych organizacji, pokazujemy sztuczki i uczymy, że zwierzęta trzeba szanować, bo zwierzę to nie rzecz!

Dodatkowo kocham ją za to, że mobilizuje mnie do działania. W tym roku wspólnie z Lenką przeszłyśmy około 500 km, część z nich została wliczona do akcji „Pomoc mierzona kilometrami”. Chcę odpłacić się innym za to, że ja dostałam tak ogromne szczęście jakim jest Lenka 🙂

Adopcja to bardzo fajne wyzwanie. Mimo tego, że poznasz psa na spacerach zapoznawczych – tak naprawdę nie wiesz do końca, jaki ma charakter. Adopcja psa to odkrywanie jego talentów, predyspozycji oraz domyślanie się historii jego przodków. Adopcja jest bardziej ekscytująca od zakupu psa. Polecam!

Życie jest za krótkie by mieć tylko 1 psa. Obecnie moje stado jest już pełne (tak, mam więcej zwierzaków) w związku, z czym adopcję na pewno będę rozważać, lecz za jakiś czas. No chyba, że znów wejdę do schroniska i przepadnę 🙂

Więcej na temat konkursu dowiesz się tutaj.